Wytęż słuch, to mówię ja. Po prostu... Ból ręki, ból serca, ból każdego mięśnia. Super. Brak sis i misia z białej czekolady. Sick. But who ever predict? Who will be strong and stand with me? W niewoli własnej osoby, z chęcią oderwania się od własnego życia i powrotu do siebie za świętego nigdy. Zmęczyłem się wszystkim. Mam dosyć. Brak jakiejkolwiek motywacji, by się nie poddać. Bo po co? Brak celu w życiu. Wiary, nadziei i pragnienia. Niech łąka spłynie moją krwią, niech usłyszę z oddali bicie własnego serca. Z oddali. Bo nie ma życia nadchodzącego jutro. Nie ma, nie było i nie będzie. To wszystko kłamstwo. Nie wstanę i nie podniosę szansy, już nie chcę. Po co się męczyć. Chcę obserwować rankiem jak uderzają w okno krople deszczu. A jej oczy mi już nie pomogą. Wytrawiony od wnętrza płonie we mnie już jedynie popiół, lecz z niego nie będzie żadnego feniksa. For God sake. Do you hear me speak? I'm talking from hellbound. I 0% duszy. Straciłem
Pozdrowienia z żółtego pokoju, z przeniesionym kalendarzem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Zdecydowanie nie podoba mi się Twoje obecne podejście do życia! Marcin, przecież trzeba mieć wiarę, nadzieję... Ja wiem, że mi łatwo mówić, ale życie najpierw musi kopnąć w dupę, by później przyszły te lepsze dni ... Oj braciszku, braciszku, duszę masz na pewno, każdy przecież ma wiec już mi tu nie kłam! Musimy się spotkać i pogadać, bo wiedzę, że to będzie długa rozmowa.
;***
http://arexs.wrzuta.pl/audio/3pO9prbbna/dezerter_-_ile_procent_duszy
tak na temat.. warto posłuchać powyższej piosenki..
a miś z białej czekolady cały czas stara się załatwić możliwość przyjazdu.. walczę i nie ustąpię póki się nie uda.. i masz mi się tam trzymać.. bo jak wywalczę ten przyjazd to muszę mieć do KOGO przyjechać..
Prześlij komentarz