
Postanowił pozostać w chatce dłużej niż przez burzę. Tak minął dzień jeden i drugi, i trzeci. Dni przemieniły się w tygodnie, tygodnie w miesiące. Bardzo się zżył z Dilusote. Spędzał z nią całe godziny na powietrzu, najczęściej przy drzewie. Nad wyraz interesująco wyglądało ów drzewo – z jednej strony wyschłe, bezlistne otoczone krukami. Z drugiej strony całe obrośnięte zielonością, tętniące życiem. Tak się właśnie złożyło, że Dilusote siadała po wymarłej stronie rośliny, zaś on po tej żyjącej. Pewnego wieczoru, gdy słońce zachodziło już za widnokrąg, a złoto oblewało dolinę, dziewczyna zaczęła śpiewać. Słowa brzmiały mniej więcej tak:
Jest tam gdzieś zamek w chmurach,
Lubię chodzić tam w mych sennych marzeniach,
Nie muszę zamiatać żadnych podłóg tam,
Nie w moim zamku w chmurach.
Jest tam pokój pełen zabawek,
Jest tam setka chłopców i dziewczynek.
Nikt nie krzyczy ani nie mówi za głośno,
Nie w moim zamku w chmurach.
Jest tam pani cała w bieli,
Trzyma mnie i śpiewa kołysanki,
Jest bardzo piękna i miła w dotyku,
Ona mówi, "Dilusote, Kocham Cię bardzo mocno!"
To jest miejsce, w którym nikt nie jest zagubiony,
To miejsce gdzie nikt nie płacze,
Płacz w ogóle jest zabroniony,
Nie w moim zamku w chmurach.
Po czym podjęła z nim rozmowę:
- Co myślisz o śmierci? – Spytała.
- Ja? Strasznie się jej boję... A ty? Czasem chciałbym jedynie przestać istnieć. Nagle zniknąć, odejść, uciec, jak kto woli. Ale boję się, że już nie wrócę. Nie spojrzę jej w oczy, nie odgarnę jej włosów z czoła... Nie wygarnę znajomym, jak bardzo mnie irytują. Nie zjem ulubionej potrawy. Nie powiem mojej ukochanej siostrze jak bardzo ją kocham, nie będę śmiał się sam do siebie, nie powiem przyjacielowi jak bardzo mi go brak i że jest świetny. Nie powiem bratu, jaki doskonały jest według mnie. Nie powiem jej, że jest cudem na tym świecie, choć na to zasługuje. Tylu rzeczy mogę nie zrobić... Tego się boję...– Patrzył przy tym w bezkresną przestrzeń. Jedynie ciemna, prawie czarna ścieżka wyróżniała się z zieloności okolicy. Zawiał lekki wietrzyk poruszając przy tym całą roślinnością. Na jego twarz spadł pierwszy liść. O dziwo cały szary. Spojrzał nad siebie i ujrzał po swojej części, że wyschło parę listków nad jego głową. Słońce koloru złotego, skryte za szarymi szczytami pobliskiej góry, zalewało swym blaskiem wszystko, fiolet chmury zasłaniał je w połowie. Wzrok jego, mimo swojej obojętności, wyrażał jednak przy tym cichą obawę odpowiedzi.
- A ja... Widzę to tak... Śmierć jest snem. Śnimy wtedy o naszych przyjaciołach, rodzinie, ukochanych... Żyjemy dalej, lecz łączymy się z nimi duchem. Czujemy ich obecność przy nas. Śmierć to jedynie początek nowej przygody, a zarazem zabawy. Możesz leżeć i patrzeć w niebo tak długo jak zechcesz. Czas przestaje się liczyć. Jeśli przeżyłeś zgodnie ze swoimi zasadami i jakimś kodeksem moralnym to nie masz, czego się obawiać, raj na ziemi.. Choć nie, pod ziemią. A jeśli nie – masz istne piekło i przeżywasz katusze. Jeśli pośrednio – kosztujesz i goryczy, i radości. I chyba nie ma się, czego bać... Chyba lubisz spać? – Dodała z uśmiechem.
~~~~~~
Iwona - zgadzam się, powiedz tylko kiedy.
~~~~~~
Pokarmy przyjmuję jedynie dożylnie. Mogą być też płyny. Jestem za chudy? I don't give a fuck! Nic wam do tego. Ja mam anoreksję czy wy?
~~~~~~
Piosenka nie jest oczywiście mojego autorstwa. Les miserables - "Castle on a cloud"
~~~~~~
Wkurza mnie dodawanie zdjęć tutaj. Doceńcie to. Ale najpierw doceńcie kunszt fotograficzny Joasi. Jej zdjęcie - powiększamy przez klik na obrazek. Chyba.
Pozdrawiam!
4 komentarze:
Wiesz co? tak brnąć w to co napisałeś zaczęłam podejrzewać, ze to ona jest śmiercią. Ciekawe.
Coś czuję, że na moim drzewie liście schną z nieprawdopodobną szybkością, szczególnie ostatnio.
"- A ja... Widzę to tak... Śmierć jest snem. Śnimy wtedy o naszych przyjaciołach, rodzinie, ukochanych... Żyjemy dalej, lecz łączymy się z nimi duchem. Czujemy ich obecność przy nas. Śmierć to jedynie początek nowej przygody, a zarazem zabawy. Możesz leżeć i patrzeć w niebo tak długo jak zechcesz."
To ja już może pojdę spać.
yhym.. czasem uschniętych liści lepiej po prostu nie zauważać.. dla własnego dobra..
Niestety najczęściej nie zwracanie uwagi na te schnące liście jest po prostu niemożliwe...
"...i nie mogłabym przeprosić, że próbowałam zapomnieć..."
przepraszam. póki mogę.
a żeby serce nie bolało mogę swoje oddać. nieco zniszczone, troszkę brudne no i zimne, ale to chyba nie przeszkadza, prawda? daj znać jeśli je chcesz... oddam, nie trzeba nawet płacić.
wtedy może zasnę spokojnie.
[kiedyś chyba obiecałam, że napiszę...a ja przecież dotrzymuję obietnic]
;*
Prześlij komentarz